Wszyscy będziemy kiedyś „ślepi”

Kilka dni temu wpadły mi w ręce wyniki najnowszych badań Bistatu nad stanem wzroku Polaków. Co ciekawego z tych badań wynika dla nas, zwykłych śmiertelników? Jak się dowiadujemy, aż 𝟒𝟓,𝟓% osób zadeklarowało, że czuje, że ich wzrok pogorszył się w ostatnim czasie. Nic zaskakującego – w końcu przetrwaliśmy pandemię. Ludzie zamknięci w domach pracowali zdalnie wpatrzeni w ekran, często w mało komfortowych warunkach. Co więcej, w naszych 60-cio metrowych mieszkaniach najdalej, gdzie można sięgnąć wzrokiem, to przeciwległa ściana pokoju. Dla rozrywki przesiadywaliśmy “na komórce” lub oglądaliśmy netflixa. Nie dziwne, że stan wzroku społeczeństwa znacząco się pogorszył.

Badanie zdradza jednak inny bardzo ciekawy fakt – już aż 69,6% Polaków nosi okulary lub soczewki korekcyjne. Prawie 3/4 Polaków. Jak to jest w ogóle możliwe? Przecież nie widuje się tylu ludzi na ulicach, którzy nosiliby okulary. Rozumiem, że są pewne “grupy zawodowe”, którym wręcz nie wypada nosić okularów, no bo czy wyobrażacie sobie selekcjonera w nocnym klubie na bramce z mordą pitbulla i zaszklonym wzrokiem Kuby Wojewódzkiego? Albo dresa pytającego, “czy masz jakiś problem?” w pstrokatych okularach Jurka Owsiaka? W każdym razie wydaje się, że większość ludzi, choć powinna, to nie nosi okularów. Czy to oznacza, że większości z nas nie przeszkadza niedowidzieć?

Ja sam mam z tym problem, bo pomimo, że mam ogromną wadę wzroku, to od kilkunastu lat noszę soczewki kontaktowe, których można nie ściągać na noc i nosić w trybie ciągłym. Takie rozwiązanie daje mi poczucie komfortu porównywalne z “normalnym życiem” osoby bez wady wzroku. Zaraz oburzą się okularnicy, którzy zarzucą mi, że w okularach też można “normalnie żyć”. Spójrzmy jednak prawdzie w oczy: nie można. Niech pierwszy rzuci kamień ten, kto nie usnął na kanapie przy filmie, czy książce w okularach. A co powiecie na parownicę na szkłach w zimie, po wejściu do ciepłego pomieszczenia? W masce też nie było łatwo w za czasów pandemii. A jak kierujecie w słoneczne dni samochodem? Pakujecie przeciwsłoneczne na normalne okulary, czy zamawiacie te zabawne fotochromy, w których wyglądacie jak Ela Zapendowska z “Idola”? Wiem, o czym mówię, bo sam takie kiedyś nosiłem i jestem pełen podziwu dla znajomych, że mnie w ogóle wtedy tolerowali.

Niestety, ostatnio mój awers do okularów uderzył we mnie rykoszetem, kiedy zbyt mocno potarłem oko. Poskutkowało to obrzękiem na powiece. Po kilku dniach typowo samczego podejścia do choroby, na zasadzie: rozejdzie się sama, musiałem przełamać męską dumę i kopnięty w tyłek przez Panią Pałkę udałem się do okulisty.

W ramach NFZ najbliższe okienko na wizytę było w czerwcu 2039, co mi nawet odpowiadało, bo to akurat wtedy, kiedy mój najmłodszy, roczny aktualnie syn skończy szkołę średnią, więc by się idealnie składało, żebym po uroczystości rozdania dyplomów skoczył do lekarza. Pani Pałka nie dała się jednak przekonać i umówiła mnie na wizytę prywatną w najbliższy czwartek. Kiedy dotarłem na miejsce, zaniepokoił mnie widok prywatnego gabinetu w klinice okulistycznej, który wyglądał pięknie i nowocześnie. Ściany z betonu architektonicznego i rdzy zdradzały, że po tej wizycie będę lżejszy o przynajmniej 300 zł, a automatycznie otwierające się kosze na śmieci w gabinecie lekarskim tylko utwierdziły mnie w tym przekonaniu. Lekarz zbadał mnie dokładnie i stwierdził, że to zwykły jęczmień. Oczywiście przy okazji kazał mi zrobić 73 inne badania, włącznie z kolonoskopią i nastraszył mnie, że mam tendencje do nużeńca. Na moje stwierdzenie, że ostatnio faktycznie bywam niewyspany, wyjaśnił, że nużeń to taki stawonóg żyjący w ludzkich powiekach. Tego było już za wiele. Wybiegłem stamtąd z krzykiem.

Co gorsza, z powodu jęczmienia otrzymałem receptę na krem do smarowania oka. Dobrze zrozumieliście: do smarowania oka, nie powieki… oka. Aplikował ktoś sobie krem na gałkę oczną? Magiczne doświadczenie. W dodatku nie mogłem nosić tymczasowo soczewek, co oznaczało, że muszę wyrobić nowe okulary, ponieważ moje stare, fotochromatyczno-gejowskie okulary wysłałem pocztą do Eltona Johna jakieś 15 lat temu. Udałem się więc do salonu optycznego, gdzie wybrałem najtańsze oprawki. To było proste, pomyślałem. Niestety, nie zdawałem sobie jeszcze sprawy, że to dopiero początek mojej gehenny, bo przecież trzeba wybrać jeszcze szkła, a można wybrać zwykłe lub z bajerami opisanymi w pakietach nazwanych od coraz droższych kruszców: silver, gold, szafir, węgiel. A tam, w tych pakietach milion opcji- noktowizja, rentgen, fale radiowe, promieniowanie gamma. Pani spostrzegła mój tępy wyraz twarzy i postanowiła mi to uprościć pytaniem, czy okulary mają mieć powłokę szybkościeralną, fotochromatyczną, refleksyjną, ceramiczną, monocośtamluminescencyjną. Powiedziałem, że nie rozumiem, co do mnie mówi i proszę o zwykłe okulary. Były gotowe w godzinę ale zanim wyszedłem, Pani zdążyła jeszcze zapytać, czy bym nie chciał do tych okularów ubezpieczenia, pokrowca, ściereczek lub płynu do czyszczenia itd.

Teraz kiedy mam swoje “wymarzone” okulary, przez które widzę wszystko jak na zdjęciu panoramicznym (zaokrąglone po bokach), muszę tylko wytrzymać tydzień kuracji mojego oka, żeby wrócić do soczewek.

Krótkowzroczność to choroba cywilizacyjna, a my jako gatunek już nie mieszkamy w jaskiniach i nie musimy wypatrywać zdobyczy do upolowania biegnącej po łące w oddali. Teraz głównie wpatrujemy się w cyferki w arkuszu kalkulacyjnym, czy kody w HTMLu na ekranie komputera, co nie wspiera naszej dalekowzroczności. Dodatkowo, dane z raportu nie napawają optymizmem. Jeśli tempo pogarszania się stanu naszych oczu utrzyma się, to już w 2043 praktycznie wszyscy będziemy posiadać jakąś wadę wzroku. Kiepsko to wszystko widzę.

Cześć